Posty

Wyświetlam posty z etykietą psychoedukacja

Sekrety Mistrza Zen

Obraz
[Granitowa podłoga, a na niej fragmenty dwóch kartek z nutami, posklejanych niedbale trzema kawałkami tęczowej taśmy. Utwór ma tytuł "Secrets"] Mistrz Zen jest osobą bardzo tajemniczą. Nie do końca wiem czy sam tak chce, czy tak to po prostu wychodzi ze względu na jego trudności językowe. „Polska język trudna język” - to się daje mocno odczuć kiedy próbuje się go uczyć. Bycie z Mistrzem Zen jest więc jednocześnie intensywnym byciem OBOK. Najczęściej nie mam pojęcia o czym myśli, czym jest pochłonięty kiedy nie zajmuje się niczym widocznym, co też kmini jego głowa i co kryje się za tym nieprzeniknionym spojrzeniem. Czasem mam pomysł i udaje mi się go zweryfikować, bo Mistrz odpowiada na moje przypuszczenia, a czasem zostaję z niczym. Bez „tak”, bez „nie”, bez jakiejkolwiek wskazówki. Chyba się przyzwyczaiłam. Tak jak jestem przyzwyczajona do tego, że większość znanych mi osób mówi i nie wydaje mi się to niczym szczególnym. Pamiętam jednak jak czarodziejski był czas, kie...

“Because I'm the Mother, That's Why!”

Obraz
“Because I'm the Mother, That's Why!” Kubek z takim napisem chcieli mi podarować przyjaciele, ale… gdy wrócili do sklepu by go kupić, już go nie było – jedyny egzemplarz dostanie ktoś inny. Czuję się jednak obdarowana i na swój sposób posiadam go w mojej kolekcji. Mogę napić się herbaty w wirtualnym kubku – nie każdy ma takie szczęście. Wczoraj rano pojechałam pociągiem poprowadzić szkolenie dla trzydziestu osób pracujących w szkołach na stanowiskach dyrektorskich, pedagogicznych i psychologicznych. Dwie części po półtorej godziny każda, z przerwą na obiad. Temat trochę mój, a trochę narzucony, ale ok – czułam, że dam sobie radę. Jadąc ze zdziwieniem odkryłam, że nie boję się już tych ważnych, eleganckich pań, które przywykły do tego, że na co dzień to one uczą i to ich się słucha. Nie boję się już ich ocen, nie boję się też wizytatorek, które przyglądają się mojej pracy. Nikt nie uczył mnie jak projektować i prowadzić warsztaty, bazuję na własnych obserwacja...

Dzień Myśli Braterskiej

Obraz
Nigdy nie byłam harcerką, tak jakoś wyszło. Nigdy nie ciągnął mnie mundur, a właściwie, to nawet odpychał. Ciągnął mnie las, namioty, obozy. Ale kobiety z rodziny mówiły, że to dla mnie za trudne warunki, że są alarmy nocne i każą biegać z ciężkim plecakiem wokół obozu, że nocą na warcie każą stać... No to mi się odechciało. Koleżanki z podstawówki dawały radę, ja uwierzyłam, że nie dam. Na pierwszy obóz pojechałam mając 20 lat dzięki bratu. Bez munduru, za to z ciężkim plecakiem, który nosiłam co dzień w nowe miejsce, gdzie na ognisku gotowaliśmy ryż z zanętnikiem i parszywą herbatkę z okruchami lasu. Rozwaliłam wargę i musiałam jechać stopem żeby ją szyć (dziś żałuję, że blizna została tak mała i nikt jej nie widzi). I jakoś dałam jednak radę. I może te dziesięć, dwanaście lat wcześniej też bym dała! I byłabym pewnie kimś trochę innym, trochę może mocniejszym, może miałabym więcej wspomnień - materiału by siebie budować jako osobę silną, która MOŻE i DA RADĘ. Nie na "m...