Posty

Wyświetlam posty z etykietą Matka-Polka

Siła słabości?

Obraz
[Świeże jasnozielone liście wyrastające z korony zasuszonego drzewa o drobnych, pozwijanych, brązowych listkach. Zdjęcie prześwietlone słońcem, w tle ściana bloku] Ostatnio dość często zastanawiam się nad tym czym jest dzielność i siła. Dotąd odpowiedź na to pytanie miałam prostą – takie coś, czego mi bardzo brakuje… Tyyyle osób ma energię na to i tamto, a ja ciągle czuję że nie, nic-a-nic. Są osoby, o których się mówi, że są silne i osoby, które same tak o sobie mówią.  Że mają silny charakter, siłę psychiczną, fizyczną, siłę woli itp. Moja Babcia jest uważana za silną i tak też o sobie mówiła. Trudno nie myśleć o niej w taki sposób, biorąc pod uwagę jej trudny życiorys (kiedyś go opiszę – obiecuję) i fakt, że zachowała pogodę ducha do końca długiego życia. Znając ją bliżej widziałam też sytuacje, kiedy była słaba, poddawała się i nawet nie starała się poradzić sobie sama z czymś, co według mnie wcale nie było wielkim wyzwaniem. Widziałam masę sytuacji, kiedy brakowało jej...

Cierp-live 2 i Wakacje Pokątne

Obraz
 Wakacje Pokątne powoli dobiegają końca. Myślałam, że będzie ciemniej, trudniej… Wiedziałam, że decydując się na opiekę nad MojąBabcią na tym etapie jej życia, w pakiecie kupuję cierpienie. Nie wiadomo ile, jak długo i jakiego koloru… Jest błękitne, jak pokój Babci i jej rzeczy. Obchodzi się ze mną łagodnie, daje się oswoić i przyjąć. Zostawia we mnie ślady. Tatuaż, tylko że wewnątrz. Jego kształt do końca pozostanie niewiadomą. Biorę go – będzie mój, niepowtarzalny, pokątny. Na razie jest błękitny… [Górna część złoconego barokowego lustra na tle szarobłękitnej ściany. W lustrze odbija się sufit i górna część szarobłękitnych zasłon - rząd żabek z prześwitami. fragment pokoju Babci] Nie jestem jedyną osobą opiekującą się Babcią na co dzień, mogę liczyć na wsparcie. Dzięki Tacie, który dyżuruje w nocy, mogę spać we własnym łóżku. Dzięki moim rodzicom Mistrz Zen ma więcej wrażeń. Dzięki Mamie mogę oddalić się od domu na więcej niż parę kilometrów. Dzięki MamieTomasza („teścio...

Mistrz Zen, handpan i skoki ze spadochronem ;)

Obraz
Przypadkiem trafiłam na piękne zdjęcie przedstawiające młodego mężczyznę stojącego przy łóżku i trzymającego na rękach drobnego staruszka (a może staruszkę?)  z komentarzem: „Jeżeli ktoś naprawdę chce przekraczać siebie, to zamiast skakania ze spadochronem polecam mycie dziadków w hospicjum.” … I choć tego nie planowałam – opowiem jak spędzam tegoroczne wakacje. Pokątnie… Nawet bardzo pokątnie. Nie wdając się w szczegóły śmiało mogę powiedzieć, że mam za sobą już dobre kilka tygodni skoków ze spadochronem. A właściwie początkowo były to skoki na bungee 😉 Tyle, że nie skakałam sama, a z Moją Babcią, dla której było to czymś równie nowym i trudnym, jak dla mnie. „Spadochronem” okazało się początkowo łóżko rehabilitacyjne, a właściwie szpitalne, które znacznie ułatwiło „skoki”, później mój nowy projekt fotograficzno-turystyczny 😉 #WakacjePokątne , a następnie… handpan! Czyli nieplanowana akcja internetowa * o bardzo zaskakujących efektach. Co ma jedno do drugiego? Wbrew pozor...

"Jak ona to robi?"

Obraz
Czasem ktoś mnie pyta skąd biorę siłę i jak ogarniam tyle rzeczy. Podobne pytanie padło na wczorajszym spotkaniu dla rodziców małych dzieci z niepełnosprawnościami, na które zostałam zaproszona do Błonia. Coś nawet odpowiedziałam, chyba nawet sensownie, ale nie do końca pamiętam co. Nie lubię tego pytania, bo wcale nie mam poczucia, że mam siłę i że faktycznie ogarniam. Funkcjonuję jako-tako dzięki wyrozumiałości i cierpliwości osób, które mam wokół i które są gotowe pomóc kiedy nie daję sobie rady z różnych powodów. Nie chciałam wchodzić w ten temat zbyt głęboko, odesłałam więc uczestników spotkania do książki „Łebki od Szpilki” Anieszka Szpila, bo uważam że to fajna książka, która uczy dystansu i akceptacji. Myślę, że to dzięki nim mniej sił tracę niepotrzebnie. Wcale nie mam ich dużo, a bardzo szybko się męczę i łatwo ulegam przeciążeniu. Spotkanie było długie i właściwie w całości składało się z dość pogłębionego wywiadu ze mną. Taką formułę nadała psycholożka, która je prowad...

O normach

Obraz
[Postać widoczna od tyłu: osoba w białej koszuli i niebieskich spodniach, z białymi anielskimi skrzydełkami na plecach, powiewająca tęczową flagą. W tle fasada kościoła oraz grupa policjantów w odblaskowych kamizelkach] Wiecie co to są „ciche brawa”? To „oklaski” w języku migowym – unosimy ręce i „wkręcamy żaróweczki”. Od razu widać ten aplauz, ale nikomu nie daje on po uszach. Słyszałam o tym kiedyś, ale pierwszy raz doświadczyłam   w Krakowie na konferencji dotyczącej autyzmu (a nie niepełnosprawności słuchu). Jakie to było odświeżające! Przeniosło mnie do wspomnień z wczesnego dzieciństwa MistrzaZen. Pamiętam, że gdy był podekscytowany trzepotał całym sobą, a ja robiłam to samo – tak dzieliliśmy radość. Machanie rękami, choć dość dziwaczne, było bardzo fajne. Aż do czasu, kiedy zaczęłam się poważnie niepokoić jego ścieżką rozwoju. Wiele wskazywało na opóźnienie i nie pasowało do normy. Nie umiałam już tak trzepotać. Czytałam gdzieś, że dziecko trzeba naśladować, jednak...

Strajk Rodziców Osób Niepełnosprawnych

Obraz
W Dzień Próby ciężko było nam wstać. Mistrzowi również. Długo kompletował i układał swoje skarby, pląsał po łazience śpiewając i nie mogąc zdecydować się na konstruktywniejsze ruchy. Powiedzieliśmy mu gdzie i po co idziemy: "Na demonstrację. Pamiętasz? Byłeś już na demonstracjach. Podobało Ci się, były bębny i mogłeś skakać." Nie chciałam mówić mu co to za demonstracja, bo bałam się, że pęknę - to wszystko już mnie przerastało od kilku dni. Choć demonstracja była na 11:30, Mi strz wyszedł z domu głodny i zestresowany (brak śniadania = brak istotnego elementu rutyny). Zgodnie z umową, po drodze nabył w sklepie dwie paczki wafli ("Łukasz, trzy nie zmieszczą się tacie do plecaka, trzeba jedną odłożyć") i z nimi maszerował dalej, nie pozwalając żadnej otworzyć ani schować. Ciężko mu było, co chwila przytulał się do mnie jakby od tego zależało jego życie. Jak dotąd na demonstracjach czuł się świetnie... Ta dla mnie była jednak inna niż poprzednie (podczas m...

Chcemy Całego Życia

Obraz
Mistrz Zen ma 12 lat. Przestałam pracować zawodowo gdy miał około dwóch. Kariery, pomimo ukończonych studiów, delikatnie mówiąc nie zrobiłam. Mając troje dzieci, w tym dwoje ze spektrum autyzmu zwyczajnie nie umiałam. Może niezaradna jestem po prostu i wszystko moja wina... Dzięki stosownemu zapisowi w orzeczeniu Mistrza mogę pobierać świadczenie w wysokości wywalczonej podczas poprzedniej okupacji Sejmu w 2014 roku przez zdesperowane rodziny dzieci z podobnymi orzeczeniami. Papiery te określają zdolność dziecka do "samodzielnej egzystencji". Im niższa - tym większa szansa na świadczenie dla rodzica. Żyć - nie umierać! Żyć - nie pracować! Alleluja! Słodko, prawda? Przyznaję - na początku to była spora ulga, bo dzielenie ról to niezłe wyzwanie. Nie tylko logistyczne, ale i emocjonalne. Poziom stresu związanego z sytuacją rodzinną jest tak wysoki, że nie każdy da radę jeszcze coś z siebie dać w pracy. A perspektywą nie jest tutaj stanięcie na rzęsach i zwalczenie c...

...a łzy płyną

Obraz
Gdy Mistrz Łukasz miał dwa i pół roku został przyjęty do niepublicznej poradni rehabilitacyjnej na nieodpłatną terapię. Pani neurolog po wywiadzie i badaniu powiedziała „Przyjmujemy go, dostanie u nas więcej godzin zajęć tygodniowo niż daje państwo. Ja tu napiszę czego mu potrzeba... Ale musi pani być gotowa na to, że pani syn znajdzie się wśród dzieci bardzo, bardzo chorych…”. Machinalnie odpowiedziałam, że oczywiście jestem na to gotowa… I poradziłam sobie, oboje sobie pora dziliśmy. Nie płakałam widząc te wszystkie dzieciaki przywożone, przynoszone, przychodzące na zajęcia. Czułam się czasem dziwnie, bo Łukasz wyglądał przy niektórych jak okaz szczęścia, zdrowia, pomyślności - uczył się zapinać buciki, mówił „nienienie” gdy mu coś nie pasowało, śmiał się , nucił, śpiewał, biegał, skakał, cieszył. Nie płakałam też gdy widziałam młodego, przystojnego ojca, który czule mówił do spastycznej córeczki, choć nie było z nią właściwie żadnego kontaktu. Żadnego, gestu, spojrzeni...

Elizeum

Odwiózłszy Mistrza do szkoły jadę sobie autobusem do domu. Ja -matka-Polka-wielbłądzica po drodze muszę sobie oczywiście wypchać plecak i siatkę żarciem dla siedmiu osób. No bo jakże to tak, na luzie wracać! No więc jadę sobie, wiozę te różne smakołyki, słoneczko świeci, droga wolna, zero korka - bajka po prostu. Dzwoni telefon, odbieram: - Cześć, dzwonię bo jesteś tutejsza. Nie wiesz gdzie w Twojej okolicy jest bank X? Wiem, tłumaczę gdzie jest i pytam: - A co, jesteś gdzieś blisko? - Tak, na 10:40 mam wycieczkę dzieciaków. Chcą zobaczyć jak zimują nietoperze i pomyślałem sobie, że pokażę im jakieś miejsce zamykane, żeby potem tam nie polazły i nie męczyły tych nietoperzy. Może wbiłabyś się teraz ze mną do Elizeum? - Słuchaj, ja właśnie zjeżdżam Książęcą, zaraz tam będę! Kolega czeka na mnie na skrzyżowaniu. Do przyjazdu wycieczki mamy godzinę. Ze słonecznego parku, z siatą zakupów wchodzę prosto do "Najbardziej tajemniczego zabytku Warszawy" - podziemne...

“Because I'm the Mother, That's Why!”

Obraz
“Because I'm the Mother, That's Why!” Kubek z takim napisem chcieli mi podarować przyjaciele, ale… gdy wrócili do sklepu by go kupić, już go nie było – jedyny egzemplarz dostanie ktoś inny. Czuję się jednak obdarowana i na swój sposób posiadam go w mojej kolekcji. Mogę napić się herbaty w wirtualnym kubku – nie każdy ma takie szczęście. Wczoraj rano pojechałam pociągiem poprowadzić szkolenie dla trzydziestu osób pracujących w szkołach na stanowiskach dyrektorskich, pedagogicznych i psychologicznych. Dwie części po półtorej godziny każda, z przerwą na obiad. Temat trochę mój, a trochę narzucony, ale ok – czułam, że dam sobie radę. Jadąc ze zdziwieniem odkryłam, że nie boję się już tych ważnych, eleganckich pań, które przywykły do tego, że na co dzień to one uczą i to ich się słucha. Nie boję się już ich ocen, nie boję się też wizytatorek, które przyglądają się mojej pracy. Nikt nie uczył mnie jak projektować i prowadzić warsztaty, bazuję na własnych obserwacja...

Myślałam, że hoduję tylko mech

Obraz
Myślałam, że hoduję tylko mech Wczoraj przygrzało słoneczko i maleńka ferajna zaczęła łazić po ścianach. Tycie jak ziarenka piasku ślimiątka i jeszcze jakiś kolega lub koleżanka z nóżkami!   Lecąc po Mistrza wcinałam banana, bo nie zdążyłam posilić się w domu. Zagadnął mnie jakiś podpity pan (od dawna) - odpowiedziałam najuprzejmiej jak umiałam i już już miałam uciekać, gdy przeciągając samog łoski powiedział: "Bo pani jest zwiastunem wiosny... Bo pani jest zielona..." Pokazał mi , pomachał i pobiegłam dalej. Gdy zapakowaliśmy się z Mistrzem do autobusu okazało się, że jest awaria - on miał projekt, że ja usiądę obok niego, ale miejsce było zajęte. "Poproszę siadać", "Siedzieć razem" - "Mistrzu, ty siedzisz, ja stoję, miejsce jest zajęte, to jest w porządku" - w kółko i na okrągło i na różne sposoby - "Ty chcesz siedzieć razem, ja chcę stać, pani chce siedzieć".... Łukasz patrzył intensywnie w oczy pani si...